~Zapowiedź najnowszego rozdziału~

Na razie nie wiem, czy będzie to rozdział, czy konie opowiadania - epilog?

:"-To wszystko już w najnowszym rozdziale-":

Pojawi się na pewno w niedzielę, bądź poniedziałek (23-24.03.2015)

~~Crystal~~

niedziela, 22 lutego 2015

21.Sekret zostaje wyznany. Część 1

Chwila była dosyć niezręczna. Trzeba było ich w końcu zrozumieć. Nie od tak wyjawia się czyjeś sekrety, nawet te najmroczniejsze i najbardziej przerażające. Mieliśmy też na świadomości, że jej dali swoje słowo, iż nic nie wyjawią, ale niestety nasza wola i presja wywierana na nich, była znacznie większa. A po za tym, to tak czy siak by pękli. Przecież każdy kiedyś musi, nawet pod przymusem, wyjawić prawdę.
- No... ja... no ja nie wiem jak to wam do końca powiedzieć. - czuć było w głosie czarnowłosej taką gorycz i obawę przed gniewem szatynki. Może i tamta nie wyglądała na silną, ale za pewne to i owo potrafiła, więc jej przeczucia mogły być tutaj wskazane.
- W najprostszy sposób. - zaingerowała Bella.
- Dokładnie. - przytaknęła jej Zedndaya. - Pomyśl, że nie robisz nic złego, tylko chcesz komuś pomóc. Jestem pena, że Laura zrobiła by tak. Dlatego uważam, że mieć ci tego nie będzie za złe. Po za tym kto powiedział, że od razu musi się o tym dowiedzieć. - wypowiedziała te słowa z dużą pewnością siebie, ale ja i tak sądzę, że wiele ją to musiało kosztować.
- Najwyżej zwalimy na Zendaya. I tyle, a teraz gadaj. - cicho zaśmiał się Joe.
- Ej, ja tu chyba jestem i nie życzę sobie, byś w ten sposób się o mnie wyrażał. - jaka urażona. Tak na prawdę to był z jej strony sarkazm. Tak, sarkazm. Znam takie słowo. A co? Myśleliście, że tylko oni używają słów zapożyczonych ze słownika?
- Dobra, już się tak nie spinaj, bo ci... - widząc wzrok czarnowłosej, momentalnie skończył. Zendaya była najprawdopodobniej wściekła, ale co ja mogłem o tym wiedzieć. Może tyle, że po tamtych słowach, podeszła do niego i tak mocno kopnęła go w najczulsze miejsce, że Joe nawet nie zawył z bólu. Och to musiało boleć i to nawet bardzo. A my, jak te dzieci, śmiech na sali, euforia i wiwat z okrzykami typu mocniej, jeszcze raz, dołóż mu itp. Ale tak jak wspomniałem, to były tylko powroty do słodkiego i miłego dzieciństwa. Swoje wspominam bardzo dobrze, ale uświadomiłam sobie, że nie o tym powinna być teraz mowa, więc już skończę i dam wreszcie głos Raini i Calumowi.
- Możecie mówić. - ewidentnie Bella dała im pozwolenie, dodając do tego gest rąk. Jakby rozcierała skrzydła, jak jakiś ptak albo lepiej, orzeł. Tylko czy orzeł to nie ptak? Pewnie tak, ale chciałem tu podkreślić znaczenie takiego powiedzonka, którego już oczywiście nie pamiętam. No nic, przypomnę se później.
- Nie spieszy się nam. Możecie dalej robić to, co robiliście, byście tylko odwrócili od nas swoją uwagę. - oznajmił, patrząc się w podłogę, Calum.
- Nie myślcie, że się wywiniecie. - powiedział Robert.
- Dokładnie. - dodała Bella. - A widząc, że macie ogromny problem z wysłowieniem się, stwierdzam jednoznacznie, że nie będą to, nawet w malusieńkim stopniu, pozytywne wiadomości. - widząc ich miny, odpowiedź sama się nasunęła. Ale mimo to, wciąż miałem nadzieję, że nie usłyszymy niczego, co by nam odebrało mowę. Tak to zdanie powinno zabrzmieć u mnie, w moich ustach, ale gdyby powiedział to ktoś, kto wie co mówi, to pewnie ułożył by to zdanie w lepszy sposób. Chyba jednak zapiszę się na dodatkowy angielski i poćwiczę budowę zdań, inaczej będzie kiepsko. No a teraz już ostatecznie daje wam no i nam do zrozumienia, że głos zabiera Raini i Calum.
- No dobra. - po ciszy która nastała, odezwał się Calum. - Ja zacznę, a ty dokończysz. - popatrzył na czarnowłosą. Ta tylko zbawczo oparła czoło o własną dłoń, po czym uklękła i schowała głowę w ramiona. - Było to dosyć dawno, bardzo dawno temu. Tak dawno temu, że nawet ja nie pamiętam, więc na tym musimy kończyć. Dziękuje, dobranoc. - zakończył, spojrzał na nas i już chciał odejść. Właśnie, już, chyba nie myślał, że mu na to pozwolimy.
- A to co miało być? - spytałem kątem oka patrząc na resztę.
- Właśnie. Miałeś nam tu wszystko powiedzieć, a nie cyrk odwalać? - z pretensjami narzuciła się Bella. Wszyscy, prócz Raini, patrzyliśmy na niego. Zaczął się pocić, powoli, lecz skutecznie. Nogi mu drżały, jak Laurze podczas występu na scenie. Zamarł. I gdyby nie czarnowłosa, która nie brała w tym udziału, "zjedlibyśmy go żywcem".
- Calum. Lepiej już nie ściemniajmy. Nalegają, więc im powiedzmy, a Lau, tak jak mówili, będzie musieć to zrozumieć i tyle. - spojrzał na nią, jak by dając sygnał na przejęcie, przez nią, inicjatywy. Odebrała go dobrze, bo zaczęła mówić.
- Gdy pierwszy raz spotkaliśmy Laurę, w pierwszej klasie podstawówki, mogliśmy śmiało nie wierzyć w jej teraźniejsze zachowanie. Wtedy była to zupełnie inna osoba. Owszem, miła, przyjacielska, szczera, dobra, pomocna, wrażliwa, piękna. - tutaj lekki śmieszek mówiącej. Był zaraźliwy, bo i na moje usta wtargnął pozytywny uśmiech. - Ale także po za tym, to zakręcona, lekko szalona, zabawna, sympatyczna, taka luźna, rozgadana, nie przejmująca się niczym. Nikt jej wtedy nie był w stanie popsuć humoru, nawet najgorszy wróg. Tak jak każdemu z nas ktoś dokucza i jest to uciążliwe, to u niej albo na niej nie robiło to absolutnie żadnego wrażenia. Powiem więcej, z każdego słowa czerpała radość, każde słowo była w stanie przyjąć i się nie załamać. Była po prostu wielka, do końca. Ale, gdy tylko opuściliśmy szkołę i weszliśmy w sfery wyższe, coś się zepsuło. - tutaj na chwilę zamilkła. - Zapomniałam dodać, że wtedy z Calumem nie byliśmy, aż tak energiczni jak teraz. Cholernie, zwłaszcza ja, baliśmy się świata. Kto wie, gdyby nie pomoc Lau, to może teraz nie bylibyśmy tym, kim jesteśmy. I to jest najważniejsza rzecz, jaką ona dla nas zrobiła. A ja zawsze to, w niej najbardziej kochałam. - i zakończyła, no nie można powiedzieć, że historię, może jeden etap. Miała dalszy problem z mówieniem. Popatrzyła na nas, to znów opadła. Najwyraźniej nie chciała już zabierać głosu. No, ale jak nie ona, to kto?
- To teraz ja przejmę stery. - za chrząknął Calum, na znak, byśmy spojrzeli w jego stronę. - Jak skończyliśmy podstawówkę, razem poszliśmy dalej. Pierwsza klasa ponownie mogła się wydawać początkiem czegoś nowego, ale niestety była to zapowiedź "ciszy przed burzą". Na samym wejściu, już pierwszego dnia stało się coś potwornego. - na chwilę zaprzestaliśmy jednocześnie mówić i słuchać, gdyż usłyszeliśmy szloch czarnowłosej. Wiedziała, co się teraz wydarzy, więc ta reakcja nie była zaskoczeniem, ale nas i tak mocno zmartwiła.
 - Spokojnie, przeżyje. - schowała gdzieś swój wzrok, przecierając chustką oczy. Widać jednak było pojedyncze kropelki, które spływały po policzkach i cichutko uderzały o podłogę.
- A więc powracając, to była to potworna rzecz. Od razu chcę dodać, że Raini nie zapłakała, z powodu tamtejszej sytuacj, tylko z tego jak wtedy się oboje zachowaliśmy. Otóż szliśmy razem z Laurą przez korytarz. Było to nowe miejsce, więc nikogo jeszcze nie znaliśmy, ale znając szatynkę, jeszcze wtedy, wiedzieliśmy, że ta sytuacja szybko się zmieni. Wszystko zaczęło się od głupiego żartu. Jeden z tutejszych chuliganów, chciał sobie zażartować. Wg mnie było to mocne przereklamowanie tego słowa, ale jego zdanie było w tym przypadku inne. Otóż ta osoba najwidoczniej w świecie nawoskowała i to porządnie podłogę w wyznaczonym miejscu. Czekali pewnie, aż jacyś frajerzy w to wejdą i wywinął orła. Niestety, ale padło na nas, a dokładniej Laurę. Wszyscy w tym utkwiliśmy, jednak przez naszą nieporadność i lęk przed wyśmianiem, tylko Lau ucierpiała. Przez przypadek, nie specjalnie, Raini ją popchnęła, ratując się przy tym przed upadkiem. Odpychając się od niej, skierowała nas w stronę szafki i w ten sposób uratowała nas przed kompromitacją. Ale co z Laurą? No właśnie, co? Na nieszczęście i zrządzenie losu, tak się wywróciła, że wpadła na tutejszą primadonnę, oblewając ją przy tym sokiem. Niestety, ale jakby tego było mało, po odepchnięciu przez żmiję, poleciała prościutko w stronę gabinetu dyrektora, z którego jak na złość i do tego z ogromną blachą tortu, wychodziła jedna z nauczycielek. Za pewne miał on pójść na zabawę, która miała zostać zorganizowana dla grona pedagogicznego, bo rozpoczęciu roku. Niestety, ale był to tylko czas przeszły. niedokonany. Bo jak sami się domyślacie, Lau w to poleciała, wywracając się od razu na ziemię. Nawet nie wiecie jak wtedy upokarzająco wyglądała. A my jej nie pomogliśmy, co więcej zaczęliśmy się śmiać, próbując wpasować się w otoczenie. Żadne z nas w tej chwili nie myślało o szatynce i to był błąd, największy na świecie błąd. - zakończył, by na chwilę zastanowić się nad ciągiem dalszym, już o wiele trudniejszym. Miał szczęście, bo wyręczyła go w tym Raini.
- Po tym zajściu Laura doznała szoku. - powiedziała, znowu rojąc łzy. - Patrzyła się na nas i co sobie mogła pomyśleć. Nikt jej nie pomógł, nikt, a najgorsze było to, że filmik z tym materiałem trafił do internetu. To był poważny cios dla niej. Załamała się. Dopiero wieczorem się z nią spotkaliśmy, gdyż po zakończeniu wprowadzenia, udaliśmy się tak jak większość na boisko, by oglądać mecz towarzyszki między tam jakimiś drużynami. Gdy weszliśmy do jej domu, w miłym nastroju i z uśmiechem na utach, mając także pretensje, że szatynka na opuściła, ale poniekąd ją rozumiejąc, doznaliśmy szoku. W domu była tylko ona, lecz nie tak jak wcześniej, wesoła i miła, tylko przerażona i zła. To co wtedy nam uświadomiła, nie zmieniło tylko jej, ale też nas. Kazała nam się wynosić, wcześniej pokazując niemiły jej zdaniem filmik. Było nam przykro, ale te słowa były dla niej śmiechem, bo miała rację, to była nasza wina. A w następnych dniach było już tylko gorzej. Do końca klasy drugiej, dołączyliśmy do tutejszej grupy bez laury, którą opuściliśmy po tamtejszym zajściu. Powiedzcie, czy tak zachowują się prawdziwi przyjaciele, tak podle i nieczule? - zaczęła już wyć. Schowała twarz w ręce i ułożyła je na mokrych już kolanach.
- Opuściliśmy ją w najważniejszym dla niej momencie.  - kontynuował Calum. - Poszliśmy w gadżety, sławę, rozgłos, jednym słowem zostaliśmy przekupieni, a najgorsze było to, że dokuczaliśmy dawnej przyjaciółce. Zaczęło się najprawdziwsze piekło. Laura była upokarzana za każdym razem. Niszczenie jej rzeczy, oblewanie wodą, czasami nawet jakimiś lepkimi smarami, zabieranie ubrań na w-f, podmienianie jej wszystkiego, kłamanie na jej niekorzyść i codzienne szykowanie oraz obrażanie, to były lekkie grzechy. Cięższe są już nie do przetrawienia. Zaczęło się niewinnie, a skończyło tragicznie. Zaczęliśmy dalej kręcić kompromitujące ją filmiki, a mówiąc my, mam głównie na myśli Sarę i Bonnie, które były na czele szkoły, przynajmniej w części uczniowskiej. To co wyprawiały nie mieściło się w głowie. Zaczęły robić jej spłuczki, gdy Laura udała się do toalety. Było ich więcej, bo czasami doszły do nich inne debilki. Nie miała szans, a... - i tu musiał przerwać, gdyż ewidentnie Raini musiała to sama powiedzieć.
- Ja stałam gdzieś z brzegu i to obserwowałam, nie reagując przy tym. - znowu wybuchnęła. Teraz na prawdę płakała. Bella do niej chciała podejść, jako jedyna z san, lecz nie mieściło jej się w głowie, jak można było potraktować tak najlepszą przyjaciółkę. Sam byłem w niezłym szoku, a przecież nawet nie usłyszałem tych najgorszych wiadomości.
- Raini nie była jedyną winną, moja też w tym głowa. Z mojej przyczyny, Laura została upokorzona publicznie, na lekcji, przez radiowęzeł, z którego padały ośmieszające słowa na jej temat. A wszystko prze zemnie, bo wyjawiłem to tym kretynom, a oni to perfidnie wykorzystali. Od tamtego momentu, ten temat, nawet pod wskóraniem czegoś przez nauczycieli, nie ustawał, a Laura popadała w coraz większą depresję. Płakała, nie miała sił do walki, była na przegranej pozycji. A szczytem było już to, co raz miało miejsce na boisku szkolnym po lekcjach. Otóż była to zemsta za oblanie wtedy Lau sokiem. Naszym zadaniem było sprowadzenie tam Laury. Myśleliśmy, że nam się to nie uda, jednak pod przyrzeczeniem, że chcemy prosić Lau o wybaczenie, przystała na naszą prośbę. Gdybyśmy nie byli wtedy zaślepieni i tak bardzo głupi, to może ta sytuacja nie miała by miejsca. Gdy przyszła na spotkanie, podeszła do nas i chciała wysłuchać, co mamy je do powiedzenia. Nie bardzo wiedzieliśmy co robić, więc postanowiliśmy ją przeprosić, jednak ktoś nas wyprzedził. Zza budynku wyleciały te dwie i tacy tam gapowicze, a tuż za nimi dwóch największych łotrów ze szkoły. Byli to ćpuni, narkomani, alkoholicy i damscy bokserzy od tamtej pory. Nie jest dziwne, że tacy debile jeszcze do tej szkoły chodzili, ale to, że nikt nic z nimi nie robił, mogło się wydawać trochę podejrzane. Ale wracając, cicho zakradli się do Laury. Ta nie wiedziała, że się zbliżają, ponieważ zaczęliśmy do niej mówić takie tam głupoty, by po prostu czymś zająć. Nie spodziewając się nagłego uderzenia, stała i powoli zaczęła się uśmiechać. Aż tu nagle dostała z jakiegoś narzędzia w tył głowy. Nie z całych sił, by się wykrwawiła, ale był to potężny cios. Po tym zajściu, kazali nam się odsunąć, by po chwili torturować szatynkę. Bili ją i kopali, a wszystko filmowała ta jędza. Następnie było już tylko gorzej. - tu zaczął drgać mu głos. - Oni... oni... chcieli ją zgwałcić!
***
Moi drodzy czytelnicy. Jeżeli myślicie, że już najgorsze minęło, to się mocno zdziwicie. To dopiero początek. A na koniec pytanie, czy doszło do zgwałcenia, czy nie?
"Pewna niepewność" - to tytuł który pasuje do zakończenia. Myślimy, że wiemy wszystko, a tak na prawdę wszystko, czyli nic. Co się tam dalej wydarzy? To pytanie będzie jak na razie bez odpowiedzi mojej, bo wy sami możecie sobie na nie odpowiedzieć. Jeżeli oczywiście chcecie.
Rozdział rozbijam na dwie części, bo po prostu nie jestem w stanie tej historii opowiedzieć w jednym poście, więc wybaczcie.
Czekam na komentarze! Na koniec piosenka:

"Rihanna - Unfaithfu"


~~Crystal~~

niedziela, 15 lutego 2015

20. Czy mogę jeszcze liczyć na wasze wsparcie? Tego się nie spodziewałem!

Stałem tak na scenie kompletnie zmieszany. Nie wiedziałem co robić. Najgorsze, że wszystko miało miejsce na oczach szatynki. Rajciu, ale wtopa! Przecież ona mi nigdy tego nie daruje. Ja... ja chciałem tylko wzbudzić w niej zazdrość, pożądanie, zobaczyć, czy jej na mnie zależy, czy na prawdę coś czuje, czy wtedy kłamała? A wyszło? No co tu ukrywać... beznadziejnie. Jak Ashley mogła to zrobić? Na pewno nie był to przypadek, a co jeśli to była jakaś intryga, co wtedy? Czy to jest już mój koniec? A jeszcze niedawno temu razem z chłopakami gadaliśmy normalnie, mieliśmy plan i to nie byle jaki, tylko super ekstra, a teraz? Teraz jest nic, a dla mnie najgorsze jest to, że kompletnie nie wiem co zrobić. Co gorsza, boję się, że to nie odbije się tylko na mnie i Laurze, ale też na przyjaźni z resztą paczki. Chyba, że się mylę, ale ciężko jest mi w to wierzyć, zwłaszcza, że wcześniej nie byłem w stosunku do nich fer.
Łapiąc myśli, główkując jak wyjść z tej dziwnej sytuacji, z całej siły odepchnąłem te zdzirę, tak zdzirę, od siebie. Kogoś kto się tak zachowuje, a już tym bardziej puszcza się na okrągło, inaczej się nie traktuje, prawda?
- Lau? - popatrzyłem niepewnie na szatynkę. - Lau, proszę powiedz coś? - pytałem z nadzieją w głosie. Moja mina była coraz bardziej smutniejsza. Zresztą mina mojej towarzyszki niczym się nie różniła. Może po za tym, że widać było u niej na twarzy ogromny znak zapytania oznaczający za pewne zakłopotanie. Z jej ust słowa wychodziły same i były tak donośne, że słyszałem je w swoich myślach. Niemożliwe, prawda? - Lau? - ostatni raz się odezwałem, więcej już nie było po co, gdyż szatynka zeszła ze sceny i pobiegła daleko w siną dal. Chciałem pobiec za nią, ale drogę zablokowała mi zarówno Zandaya, jak i Bella. Przecząco kiwały głowami, że to nie najlepszy moment na to, żebym się tłumaczył. Mają rację, powinienem dać jej czas. Po za tym, co ja jej bym powiedział. Trzeba to na spokojnie przemyśleć i wtedy podjąć jakąś decyzję, tylko czy ona będzie chciała mnie jeszcze słuchać?
Ah, tyle pytań w głowie i zero odpowiedzi. Miałem ogromny mętlik w głowie. Po chwili spojrzałem na wyrazy twarzy przyjaciół. Każdy pożerał mnie wzrokiem. Dziewczyny chciały zrozumieć, nawet z trudem, ale chłopacy po tamtejszej rozmowie pytali się, dlaczego, Ross, dlaczego?
*Oczami Laury*
Biegłam tak szybko, ile miałam sił w nogach, przed siebie po prostu. Dlaczego uciekałam? Dobre pytanie. Czyżby, aż tak poruszył mnie ten pocałunek? Czy aby na pewno o to chodziło, o nic więcej? A może poczułam kłucie w sercu, widząc Rossa z kimś innym? Wciąż mi to nie dawało spokoju. Przecież nie byliśmy razem, więc mógł se robić, co chciał? Tylko dlaczego z nią, dlaczego? To słowa było jedynym na pytanie tego typu, więc innego nie będzie sensu używać. Dlaczego Ross? Czyżbyś co przerwę biegał do niej i się z nią spouchwalał?
Z myśli wyrwał mnie głos Raini, która najwidoczniej pobiegła za nią. Dobrze jest mieć taką osobę, z którą będzie sobie można porozmawiać, wyżalić się i zwierzyć z codziennych trudności. Ale dzisiaj taka osoba jest mi kompletnie nie potrzebna. Mimo, że czarnowłosa jest moją najlepszą przyjaciółką, to i tak sądzę, że lepiej byłoby mnie zostawić dzisiaj samo, a jutro wspierać i wygłaszać swoje rację. Tak o to by było najlepiej, ale? No właśnie jest jedno "ale", a mianowicie to, że przyjaciele pozostają na zawsze, a ci prawdziwi nie opuszczą cię nigdy, zwłaszcza w tak trudnej sytuacji. Wiem też, że każda inna z dziewczyn by to dla mnie zrobiła, ale lepiej by poszła jedna, niż całą grupą. Potrzebna mi jest teraz rozmowa w cztery oczy, tylko w cztery oczy.
- Laura, czekaj! - krzyczała goniąca mnie Raini. Nie była w stanie mnie dogonić. Za szybko biegłam i tyle. Po chwili na jej słowa się zatrzymałam. Miałam pewne obawy, by jednak pobiec dalej, ale coś chciało, bym jej wysłuchała. - Nareszcie! Myślałam, że cię nie dogonię. - oznajmiła łapiąc oddech. Spojrzała mi w oczy, w których nie trudno było zauważyć "potok" łez. - Oj Laura. - powiedziała ściskając wargi. Nie mając pewnie pomysłu na rozpoczęcie rozmowy, podeszła do mnie i mocno przytuliła. Tak, tego teraz najbardziej potrzebowałam. Wsparcia na duchu, najlepiej bliskiej mi osoby.
- O tak. Doskonale. Mogłabyś robić to częściej. - myślałam, chowając coraz to bardziej głowę w ramiona czarnowłosej. Tylko dlaczego ja płakałam tak z powodu Rossa, dlaczego?
- Lau, w porządku? - troskliwie spytała przyciskając do siebie.
- Nie. Nic nie jest w porządku. - odchrząknęłam. - Ale trzeba iść na przód, bacząc przy tym na wszystkie przeszkody. - na te słowa się do mnie uśmiechnęła.
- Pamiętaj, że ja, a raczej my wszyscy cię wspieramy i zawsze możesz na nas liczyć, nawet w najtrudniejszej sytuacji. Rozumiem, że jest ci przykro, że ci źle, ale nie rozumiem dlaczego cię to tak poruszyło? Przecież powiedziałaś, że nie ma sensu, byście byli razem. Dlatego o to pytam? Czyżbyś wciąż coś do niego czuła? - spytała z nadzieją w głosie.
- Ja, ja nie wiem. - odpowiedziałam zdenerwowana. - Co ja mam ci powiedzieć niby?
- Prawdę! - wtrąciła się, podnosząc głos. - Laura! Ja nie będę teraz taką przyjaciółeczką co wspiera i pomaga, dodaje słów otuchy i w ogóle. Dziewczyno, weź się w końcu zdecyduj! Skoro chcesz z nim być to walcz o niego, a nie mi się tutaj rozklejasz. Nie chcę nic mówić, ale mocno przyczyniłaś się do zaistniałej sytuacji, więc ponieść tego konsekwencje, inaczej dalej pozostaniesz tą nieśmiałą i zagubioną dziewczyną z Londynu! - chciała wzbudzić we mnie gniew. Udało jej się. Wybuchłam niczym proca. Oburzyły mnie te słowa. Gdybym jej nie znała, to najprawdopodobniej bym się na nią obraziła. Ale trzeba przyznać, że wytrwałości nie można jej odmówić. Gdybym ja musiała wspierać tak ją, pewnie już bym sobie odpuściła, ale ona. Raini jest zupełnie inna. Stanowcza, konsekwentna, wyluzowana i taka pełna optymizmu. Kompletne przeciwieństwo mnie. Zagubionej, wrażliwej, nieułożonej i nieszczęśliwej, tak właśnie takiej. To cała ja. Beznadzieja w pięciu literach, w jednym prostym słowie.
- Nie krzycz na mnie! Spróbuj mnie zrozumieć! - gubiłam się sama w tym co mówię. Co chwila powtarzałam tę samą wypowiedź. Nie byłam w stanie nic nowego wymyślić. Nic, a nic, kompletnie nic, a przecież chciałam się zmienić. Chciałam na nowo poznać świat, być lepszą, odważniejszą, a tu proszę. Przygniotła mnie taka sytuacja, jak dziecko, małe dziecko.
- Właśnie w ogóle cię nie rozumiem, więc jeszcze raz powiem. Albo się weźmiesz do cholery w garść, albo nic z tego nie będzie. Zrozumiałaś? - pytała. Spojrzałam na nią. Nic nie zdołałam z siebie wydusić. Byłam taka zagubiona. Rzuciłam jej przewlekłe spojrzenie i odeszłam dając wyraźnie do myślenia, że chcę pobyć sama.
*Oczami Rossa*
Nie wiedziałem kompletnie co robić. Byłem jak piesek, który właśnie zgubił trop. W tym przypadku chodziło o dalszą drogę, właśnie i co teraz? Czy mogę jeszcze liczyć na wsparcie przyjaciół? Czy oni będą w stanie mnie zrozumieć, wybaczyć i pomóc? Czy są to prawdziwi przyjaciele, czy może nie? No niech ktoś odpowie mi na te pytania, ktokolwiek. Błagam, proszę!
- Kochani? - zwróciłem się do tej garstki, która tu jeszcze została, za pewne żądając wyjaśnień.
- Ross, ja staram się zrozumieć wiele rzeczy, ale to? To jest przegięcie stary. Jak mogłeś? - mówił Calum. - Jeszcze niedawno dałeś nam do myślenia, że przystałeś na naszą propozycję i, że chcesz to zrobić, a ty? Zachowałeś się nie tylko fer wobec Laury, ale też wobec nas i tego nie jestem ci w stanie wybaczyć. Wydaje mi się, że ta rozmowa nie ma sensu, więc chodźmy. - zwrócił się do pozostałych. Chcieli odejść, lecz ja nie mogłem im na to pozwolić. Gdybym ich teraz puścił, to jutro już nas by nie było.
- Dajcie mi to wyjaśnić, proszę? - spytałem wybiegając przed nich.
- A co ty chcesz wyjaśniać? - zareagowała gwałtownie Zandaya.
- Może to, że lubisz inne albo masz wielkie ochoty na łamanie czyichś serc na scenie. - dodała Bella. - Tak w tobie zakochana, po uszy w dodatku czekała na ten moment, a ty zmarnowałeś wszystko. Rozumiesz, wszystko. - ostatnie słowo dosyć mocno zaakcentowała, jakby chciała mi dać do myślenia, że spieprzyłem to.
- Poczekaj, kogo miałaś na myśli?
- Co kogo? - zapytała ze zdziwieniem, lecz coś podejrzewała. Chyba prze przypadek się wygadała. Dobrze dla mnie, ale źle dla nich, och tak, źle.
- Pytam się, kogo miałaś na myśli, mówiąc, że zacytuje "tak w tobie zakochana, po uszy w dodatku czekała na ten moment, a ty..." i tu resztę znacie. No kogo, chyba nie Laurę. - lekko się uśmiechnąłem.
- Co? - powiedziała, niewiarygodnie długo przedłużając dwuliterowe słowo. Tego typu zagrywki zwykle wykonywała Raini, ale skoro jej nie było, to nie będę się mieszał, ok.
- Dobra Bell, nie kłammy. Powiedzmy o kogo chodzi. - odezwał się "głos rozsądku", czyli Robert.
- Tak, chodziło o Laurę. Błagam nie mów, że dowiedziałeś się tego od nas, bo ona nam tego nie daruje. - już chciałem jej odpowiedzieć, gdy nagle w naszą rozmowę wtargnął zupełnie obcy, to za dużo powiedziane, bardziej nieobecny głos, który należał do Raini.
- Nie będzie musiał tego robić Bella. Gadałam z Laurą i muszę przyznać, że nie była to rozmowa, z której byłabym zadowolona. Troszeczkę to spaprałam, ale mówi się trudno. - patrzyliśmy na nią z ciekawością. Nie z tego, że coś tam mówiła, to było nie istotne. każdego z nas bardziej interesowało to, o czym one sobie gadały.
- No to o czym debatowałyście, że się tak wyrażę? - spytałem.
- Debatowałyście? - odpowiedziała ze zdziwieniem. - Ross, co to za określenie. Używałeś kiedyś słownika, czy co.
- Ale o co ci chodzi. - zareagowałem nerwowo.
- O to, że... to nie jest teraz najważniejsze. Później ci udziela lekcji na temat wypowiadania się z określonymi słowami np: o stosowności wypowiedzi.
- Poczekaj, ty mi nic nie będziesz wyjaśniać. Ledwo co masz czwórę z anglika, więc sobie odpuść, ok.
- Przynajmniej mam się czym chwalić w porównaniu do ciebie. - powoli zaczęła wchodzić w kłótnie ze mną. gdyby nie ktoś rozsądny, to na łagodnych słowach, by się to nie skończyło.
- Przestańcie do cholery. Już. - wtrącił się Calum. Oboje na niego spojrzeliśmy. Skąd u niego tyle powagi, przecież zawsze się wydurniał, a tu proszę. Czyżby wydoroślał? - Wrócicie do tego później, a teraz Raini powiedz o czym tam mówiliście, bo mam już na prawdę serdecznie dosyć wysłuchiwać tego toczka w toczkę, ok. - kiwnęliśmy głowami twierdząco. Przeprosiłem Raini za swoje uwagi, a ona powiedziała że trochę ją poniosło. No wg mnie nie trochę, ale dobra. Nie będę się już czepiać.
- Wracając, to na początku ją tak wsparłam dobrym słowem, przytuliłam i wszystko fantastycznie, gdyby nie to, że ten płacz i ta zła energia tak mnie denerwowały, że wybuchłam. No musiałam po prostu na nią nawrzeszczeć, by w końcu coś zrozumiała. Laura nie może cały czas robić za kozła ofiarnego, bo inaczej nigdy nie przezwycięży lęku, niewiadomo też przed czym. - oznajmiła ponownie zdenerwowana. Było widać na jej twarzy smutek. Wiedziała, że zrobiła źle tak traktując szatynkę, ale innej opcji nie było, nie było.
- Co masz na myśli? - spytałem spoglądając na nią.
- To, że Laura za dużo się obawia. Skoro coś do ciebie czuję, to niech zawalczy o to, a nie się poddaje. Tym, że uciekła to właśnie pokazała. Jestem pena, że ta kretynka jutro nie da jej spokoju, a ja boję się, że ją to pogłębi. Może i nie wiecie, ale w poprzedniej szkole, mimo wsparciu mojego i Caluma, Lau nie najlepiej sobie radziła. - tutaj przerwała. Niełatwo było mówić o takich szczegółach. Czasami nasz grupa próbowała robić sobie wieczorki, gdzie gadaliśmy o swoim życiu, wydarzeniach z przeszłości, z szarej codzienności, ale Laura niechętnie w nich brała udział. Zwykle nie zabierała głosu. Grała minę do złej gry, a tu proszę? Spodziewałem się, że mogło być ciężko, ale nie, że aż tak. To co Raini wraz z Calumem nam wyjawili, przeszło nasze najśmielsze oczekiwania, a przecież trzeba było wziąć pod uwagę to, że nie wiedzieli wszystkiego o szatynce. Najprawdopodobniej dlatego, że Lau nigdy w pełni nie była z nimi szczera i to był największy błąd.
***
A się rozpisałam w końcówce! Gdyby nie późna pora, to może bym coś jeszcze napisała, ale przyznajcie, że to odpowiedni moment na koniec, prawda?
Zamiast dzisiaj, dopiero za tydzień dowiecie się, co Laura przeżywała w poprzedniej szkole. Uwierzcie mi, to było prawdziwe piekło, ale więcej o tym w kolejnym rozdziale.
Mam nadzieję, że to was zaciekawi i, że z niecierpliwością będziecie czekać na next.
To tyle ode mnie.
 Na koniec dodam, że kocham psy i koty, może bardziej psy, z którym dzisiaj spędziłam cały dzień. Może i nie był to mój pupilek, ale i tak wspaniale się bawiłam.
To tak informacja. Nie musicie jej czytać, chociaż dziwne, że piszę to dopiero pod nią, ale już trudno.
Wspaniała piosenka o miłości i niespełnionych marzeniach. Posłuchajcie jej, bo na prawdę warto:

Christina Aguilera - "Hurt"


~~Crystal~~

niedziela, 8 lutego 2015

19.Fakt faktem, ale ja bym ci tego nie zrobiła!

*Oczami Laury*
Obudziłam się dosyć wcześnie rano z uśmiechem na twarzy. Zjadłam szybkie śniadanie, poszłam do łazienki i na chwile zniknęłam, by zająć się swoim wizerunkiem. Nałożyłam lekki makijaż, po czym udałam się do pokoju, by wybrać odpowiedni strój na dzisiejszy, jeszcze nie wiedziałam, że nie tak bardzo udany, dzień.
- To ja lecę! Pa! - krzyknęłam na do widzenia i wyszłam prawie trzaskając drzwiami. Czemu tak szybko? Dlaczego się cieszyłam? Sama nie wiem. To co miało miejsce wczoraj, chciałam jak najszybciej zostawić za sobą. Skupię się na tym co jest tu i teraz. Mam nadzieję, że blondyn przemyślał tę sprawę i mi wybaczy. Chcę się z nim przyjaźnić, bardzo. Może i skłamałam, że nic do niego nie czuję, ale w tamtej chwili miałam mieszane uczucia. Czasami się zastanawiam, czy jakbym się zgodziła i przystała na jego prośbę, to może było mi lepiej. Ale z drugiej strony co ja tak na prawdę czułam? Znamy się od niedawna. Nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia, jeśli to nasze zauroczenie można tak nazwać. A po za tym jaką miałam pewność, że Rossowi się nie odwidzi. Zmieniał kobiety jak rękawiczki, więc moje obawy były stosowne, ale jak na to popatrzeć z tej lepszej strony, to to tylko przypuszczenia, a ja wszystko zepsułam i muszę teraz pojąć wszystkie tego konsekwencje.
Tak o to rozmyślając, stanęłam przed gmachem budynku. Mina troszeczkę mi zrzedła. Bałam się cholernie, ale "raz kozie śmierć". Wkroczyłam do holu i ujrzałam tłum uczniów krzątających się to w lewo, to w prawo w poszukiwaniu... szczęścia. Niestety, ale Rossa nie było. Po chwili ujrzałam znajome twarze. Podbiegłam do nich i spytałam:
- Hej, widzieliście Rossa?
- O hej. Niestety nie. - odpowiedziała ciesząc się, to pozyskując zakłopotaną minę, Raini.
- Czy coś się stało? - zapytałam widząc obraz jej twarzy.
- Nie. - przedłużyła słowo. - Mam taką minę, bo odwiedza mnie kuzynostwo i wczoraj się dowiedziałam, że będą spali u mnie w pokoju, więc wiesz. - strasznie pomieszana ta wypowiedź. Chyba nie powiedziała prawdy.
- Jak chcesz to możesz na ten czas spać u mnie? - wtrącił się Calum. Czarnowłosa odwróciła się w jego stronę z rozgniewanym wyrazem twarzy
- Nie, dziękuje. - powiedziała przecząc głową. Jej wzrok utkwił w sylwetce rudowłosego.
- Ok. - te słowa były zwieńczeniem tego zajścia. I niech tak pozostanie.
- Widzieliście Rossa? - zwróciłam się w stronę pozostałych przyjaciół.
- Nie. - każdy udzielał tej odpowiedzi.
- No trudno. -  spuściłam głowę. Byłam zawiedziona. - Za chwilę lekcja, więc pójdę jeszcze do szafki. Poczekajcie na mnie, ok.
- Ok. - oznajmiła za wszystkich Raini. Po tym słowie odeszłam w stronę wcześniej wypowiedzianej rzeczy.
*Oczami Raini*
- Prawie nas nakryła. - mówiła zdenerwowana.
- Dziwisz się. - odpowiedział jej Calum. - Jakbyś tak nie zmyślała, to nie byłoby tych podejrzeń, a tak sama widzisz. - spojrzałam na niego błagalnie.
- Mam ogromną cierpliwość, ciekawą osobowość, ale też wielką ochotę na to, by przyłożyć ci w ten kaczy łeb. - wypowiedziałam złowrogo. Żarty żartami, ale ten koleś przesadza. I pomyśleć, że byłam nim zauroczona.
- Spokój. - wtrąciła się Zendaya.
- Wiecie... cały czas myślę, by jednak jej o tym powiedzieć. Nie sądzicie, że powinna znać prawdę, nawet tę najgorszą? - zauważył Robert.
- Rob, rozmawialiśmy już o tym. Tak będzie najlepiej. Nie robimy źle. Pamiętaj. - odpowiedziała mu Bella. Po chwili go przytuliła. - To dla jej dobra.
- Wcześniej już ustaliliśmy, że tak będzie najlepiej, więc przy tym pozostańmy, a teraz lepiej skupmy się na Ashley. Trzeba na nią uważać. - powiedziała Zendaya.
- No dobra. - poprawił się humor Robertowi. Akurat szła w naszą stronę powracająca Laura. Dobrze, że nie słyszała tej rozmowy. I tak ma sporo problemów, lepiej jej nie martwić. A może mylimy się. Może rzeczywiście Ross pozostał sobą i nie dał się omamić. Cóż, miejmy takie nadzieję.
*Oczami Laury*
Nie będę się już wypytywać, ale było widać, że zakończyli jakąś rozmowę, pewnie dotyczącą mnie i Rossa. Nie chciałabym, by się w to mieszali, ale to w końcu nasi przyjaciele, więc pewnie zrobiłabym to samo na ich miejscu.
W całej szkole rozbrzmiał donośny dźwięk dzwonka. Czekaliśmy po salą na nauczyciela. Może i nie byłoby to, aż tak ważne, gdyby nie fakt, iż z nadzieją w sercu oczekiwałam blondyna, ale ten się nie pojawił. Weszliśmy do klasy. Usiadłam koło Raini. Już miała zostać sprawdzana obecność, gdy u progu drzwi pojawił się wyczekiwany gość. Przeprosił za spóźnienie i usiadł koło Caluma w ogóle mnie nie zauważając. Co więcej, na przerwach krótko z nami przebywał, bo cały czas gdzieś latał, to w dodatku ani razu ze mną nie porozmawiał. Ba ani razu na mnie nie spojrzał. Rozumiem, że był urażony, ale no bądźmy cywilizowanymi ludźmi. Takie zachowanie, tutaj przy nas. Coś się musiało kręcić i niestety, ale miałam rację. Może uda nam się to jakoś wyjaśnić na dzisiejszej próbie. Mam nadzieję, że jakoś się z tym uporamy, bo inaczej wspólna gra nie będzie, aż taka łatwa. A przecież czeka nas scena gdzie będziemy mieli się namiętnie całować. I jak tu niby zagrać? Ross pewnie powie coś na mnie, ja się obraże i tak to będzie wyglądać. - Trzeba będzie zmienić scenariusz. -   pomyślałam. Ale nie przejmujmy się tym teraz. W tej chwili najważniejsze jest. by Ross mi wybaczył i ponownie został moim przyjacielem.
*Oczami Rossa*
- Rozumiesz. - powiedziała Ashley.
- Tak rozumiem. - odpowiedziałem już trochę zmęczony, wysłuchiwaniem jej monologu. Powtarzała mi go co przerwę, to na prawdę było męczące.
- Dobra. Idę się przygotować. Tobie radzę to samo. Wszystko musi wyjść perfekcyjnie. - ostatnie słowo wypowiedziała dziwacznie. Najwyraźniej taka już była. A wracając, muszę się udać na przygotowania. Otóż od ranka wcielamy plan Ashley w życie. Co przerwę, nawet na tej obiadowej, musiałem być u niej na zawołanie. Wymyśliła sposób jak sprawić, bym zobaczył, czy Laura na prawdę nic do mnie nie czuję, czy wręcz przeciwnie. Plan polegał na tym, że podczas jakiejś tam sceny, niechcący udaje potknięcie i przewracam się na podłogę. Zanim Laura zorientuje się, że coś mi dolega, zza kurtyny ma wybiec Ashley wtrącając się tym samym przed szatynkę. Ma pomóc mi wstać. Już nie mogę się doczekać miny, gdy Laura zobaczy, jak blondynka mnie obejmuje. W ten sposób dowiem się, czy ją to poruszyło, czy też nie. I oczywiście chciałbym ją zobaczyć zarówno speszoną jak i zazdrosną. Ta mina może być na prawdę wyjątkowo ciekawa.
Tak to przemyśliwując, powoli, lecz skutecznie w sali pojawiali się aktorzy i osoby zaangażowane w spektakl. Pojawiła się też Laura. Nie spoglądała na mnie. Miałem szczęście, bo mogłem ostatni raz się jej przyjrzeć, przed tym zajściem. Udałem się za kotarę, ubrałem właściwy strój i czekałem, aż wszystko się rozpocznie. Po chwili ktoś złapał mnie za ramię. Był to Calum, a zanim stała reszta chłopaków.
- Ross, wszystko dobrze? - spytał.
- Tak. A co?
- Nic, tylko dziwi mnie fakt, że dzisiaj tak często znikałeś. W ogóle ze sobą nie spędziliśmy czasu. I chodzi mi to przede wszystkim o Laurę. Nie powinieneś był być dla niej taki niesprawiedliwy. Pamiętaj, że nie jesteś święty.
- Calum, nie rozumiem do czego zmierzasz. - zaingerowałem.
- Chodzi mi o to, że Laura rozumie swój błąd i chce cię przeprosić, ale jeżeli ty zamierzasz przez resztę dnia tak się zachowywać, to chyba nie mamy o czym rozmawiać. - powiedział i już chciał odejść, lecz go zatrzymałem.
- Poczekaj. - przystanął. - Przepraszam za dzisiaj. Po prostu w spokoju i samotności musiałem sobie wszystko przemyśleć, bez was i dziewczyn, a już w szczególności Laury.
- I co w związku z tym? - wtrącił się Robert.
- Postanowiłem z bólem przystać na jej propozycje. - oznajmiłem. Ich twarze od razu się rozchmurzyły.
- Wiedziałem, że tak postąpisz. - powiedział po krótkiej chwili Joe. Na te słowa się uśmiechnąłem.
- Wiesz, jeżeli chcesz to pomożemy ci odzyskać względy Laury. - oznajmił Calum.
- Jak? - zapytałem zdziwiony.
- Jest wiele sposobów, by to zrobić. A ty nie zapominaj, że posiadasz ten największy. Umiesz śpiewać, grać, wykorzystaj to, na pewno to kupi. My ci zrobimy chórki, a tobie pozostaje już kwestia piosenki i tyle. - stwierdził Robert.
- Gdyby to było takie proste. - zauważyłem.
- To jest proste. Może i wydaje się skomplikowane, ale zaufaj nam. - powiedział Joe.
- A mam inne wyjście?
- Nie masz. - oznajmili jednoznacznie.
- Wiecie, cieszę się, że tu przyszliście i podnieśliście mnie na duchu. Może macie rację. A jeżeli to nie wypali to raz na zawsze zakończę z Laurą. Oczywiście zostaniemy przyjaciółmi. - dodałem po krótkiej chwili, widząc ich miny.
- No to po próbie widzimy się w pubie. Tam obgadamy szczegóły, a teraz zajmijmy się naszym graniem. - zakończył Calum i udał się do garderoby po swój strój. To samo uczynili pozostali. Po jakimś czasie zostałem sam.
- I co ja ma teraz zrobić? - powiedziałem sam do siebie. Iść za planem Ashley, czy jednak posłuchać przyjaciół. Może rzeczywiście będzie lepiej nie sprawiać szatynce bólu, tylko ją w sobie rozkochać i tyle. Po za tym przecież się pocałowaliśmy po zaśpiewaniu jej piosenki, więc może lepiej będzie wybrać tę drugą opcję. Są szanse, że znowu do siebie coś poczujemy i tak byłoby najlepiej.
A więc postanowione. Pójdę pogadać z blondynką. Odwołam to, później zagram, a na koniec pozostanie mi już tylko pisanie dla Lau piosenki. Z uśmiechem na ustach, po chwili ruszyłem w poszukiwaniu wyznaczonej osoby.
*Oczami Ashley*
O nie! Nie pozwolę sobie na to, by ci idioci zepsuli mój plan. Za długo go planowałem, by teraz nie wypalił.
- Van, chodź tu! - zawołałam.
- Co jest? - odpowiedziała pojawiając się.
- Nie wiem jak, ale masz zrobić wszystko, by Ross się wywrócił na scenie, zrozumiałaś. - nie dałam jej czasu na odpowiedź, gdyż szybko zniknęłam jej z oczu.
- Ciekawe co ma zrobić? - rzekła i też gdzieś się udała.
*Oczami Rossa*
Graliśmy już kilka godzin. Wszystko miało wyjść perfekcyjnie. A teraz po raz pierwszy mieliśmy zagrać scenę, w której ma nastąpić mój namiętny pocałunek z Laurą. Nie mogłem się doczekać. Mimo, że wcześniej nie znalazłem blondynki, to i tak nie zamierzam wykonać jej planu. Niech se myśli co chce. Nie jest przecież święta, więc takie wyrolowanie jej nie zdziwi, a teraz wybaczcie, ale muszę iść grać.
Po chwili wyszedłem na scenę, na której znajdowała się Laura. Wypowiedzieliśmy swoje kwestie i już miało to nastąpić (tutaj od aut. - szatynka miała niepewną minę), gdy nagle się przewróciłem o... sznurówkę. Niewiarygodne, a jednak! Zobaczyłem, że Lau chciała coś zdziałać, ale nie zdążyła, gdyż zza kotary wybiegła Ashley. szybko mi pomogła wstać, po czym mnie przytuliła, niby udając, że opadam z barku sił na ziemię. Trzeba przyznać, doskonale to zagrała.
*Oczami Laury*
Totalnie bałam się tego spotkania z Rossem na scenie. Myślałam, że będzie mi utrudniał granie, ale okazał się profesjonalistą. Dało mi to wrażenie, że może mi wybaczył, więc w dowód wdzięczności chciałam, by nasza intymna scenka była idealna.
Stojąc nas scenie już chciałam mu pomóc, lecz pojawiła się ona. Zaczęła go przytulać. Byłam zmieszana, ale utrzymywałam nerwy na wodzu. Jednak to, co się za chwilę miało zdarzyć, po prostu mnie zszokowało!
*Oczami Rossa*
Chciałem się jej jakoś pozbyć, ale nie wiedziałem co robić. Patrzyłem na Laurę z zakłopotaniem. nie wyglądało to za dobrze, ale przynajmniej zobaczyłem, że ją to dotknęło.
- Dzięki za pomoc Ashley. Możesz już... - i nie było mi dane dokończyć, ponieważ blondynka mnie namiętnie, bez mojej woli, pocałowała, trwając do tego w naszym uścisku...
***
Nie będę się rozpisywać. Powiem tylko, że nie jestem zadowolona z tej drugiej części rozdziału. Ciężko mi się ją pisało. W połowie straciłam wenę, ale już postanowiłam to dokończyć. Mogą być powtórzenia, błędy i nie zrozumienia, ale wy musicie to zrozumieć.
Czekam na komentarze.
Inaczej rozdział kolejny nie pojawi się zbyt szybko...
Na koniec pioseneczka:

Aura Dione - Friends

~~Crystal~~

wtorek, 3 lutego 2015

A jednak!

Mimo, że w poprzednim poście napisałam, że jeszcze nie wracam na bloga, to jednak... zmieniam zdanie. Ta historia na to zasługuje. I tak ciągnięta jest już jakiś czas, więc lepiej ją dokończyć, niż pozostawić ze znakiem zapytania. Nie mam jak na razie zbytnio czasu, ale postaram się w tym tygodniu coś wrzucić. Macie moje słowo. Do tego czasu czekajcie, chociażby z taką wesołą minką:


~~Crystal~~

niedziela, 1 lutego 2015

Wiadomość

Wracam, ale z małym opóźnieniem. Na razie chcę skupić się na moim blogu o A&A. Z braku czasu jestem teraz w stanie prowadzić tylko jeden blog, ale gdy tam zakończę, to tu powrócę. Proszę, bądźcie cierpliwi. A to dlaczego mnie nie było, to przede wszystkim lenistwo i cykl codziennego życia.
Mam nadzieję, że mnie nie opuściliście i poczekacie.
To tyle, pa.


~~Crystal~~

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

18. Pamiętajcie, przyjaźń najważniejsza

* Oczami Rossa *

Wypowiedź Laury totalnie mnie zamurowała. Ja na prawdę myślałem, że między nami może coś zaistnieć, że będziemy razem, ale ona najwyraźniej tego nie chciała, tylko dlaczego, przecież wcześniej świetnie się dogadywaliśmy, byliśmy ze sobą szczerzy i całkowicie otwarci. Każde znało drugiego, a teraz wychodzi na to, że jednak nic przez ten czas nie wskóraliśmy, skoro trzeba w tej chwili podjąć tak ważną decyzję.
- Lau. - powiedziałem po krótkim namyśle. - Ja nie chcę... - nie dane mi było dokończyć, gdyż szatynka zabrała mi głos.
- Ross, powiedziałam. Albo przyjaciele, albo w ogóle. Wybór należy do ciebie.
- Na prawdę nie chcę wybierać tych opcji, no ale trudno, nie dajesz mi innego wyboru. Skoro nie chcesz spróbować, to ja nie chcę mieć z tobą nic więcej wspólnego niż dalszą współpracę. - powiedziałem ze smutkiem w oczach.
- Co masz na myśli? - niepewnie zapytała.
- To, że nie możemy się dalej przyjaźnić. Skoro ty stawiłaś taki warunek, to ja stawiam taki. Współpraca i partnerowanie, nic więcej.
- Takiej odpowiedzi, przyznam się szczerze, nie spodziewałam, ale to twój wybór i masz pełne prawo go tutaj zaingerować. Zgadzam się, chociaż z bólem, bo liczyłam na przyjaźń. No cóż, było, minęło, zakończone dzieło.
- Zrozum, nie mogę znieść widoku, że ty będziesz z kimś innym, a ja będę mógł się tylko bezczynnie patrzeć i podziwiać jak moja wielka miłość odchodzi.
- Wielka? Nie przesadzasz troszeczkę. Znamy się tak mało, a ty już zrobiłeś plany na przyszłość. - zażartowała sobie.
- Widzę, że ciebie to bawi, ale mnie już nie do końca. Pierwszy raz się zaangażowałem i pierwszy raz dostałem kosza. Wiesz co, miałaś rację. Tacy jak ja powinni zostać kawalerami i do końca podrywać panienki, bo nigdy nie zaznają miłości, ponieważ zawsze będą traktowani jak wyrzutki i rasowi podrywacze. Dzięki, że mi to oznajmiłaś, możesz być z siebie zadowolona. - powiedziałem i odbiegłem jak najdalej od szatynki. Nie chciałem jej już oglądać, nigdy więcej. Już nie jesteśmy przyjaciółmi, tylko zwyczajnymi nastolatkami chodzącymi do tego samego liceum. Jednak i tak przyznam szczerze, zabolało mnie to, bo ktoś komu zaufałem, może i jedynej bliskiej memu sercu osobie, porzucił mnie i olał, nie licząc się ze mną i z moimi uczuciami. Po wszystkich się tego spodziewałem, ale nie po Laurze. Teraz wiem, że to co opowiadał o niej Calum tylko w części było prawdą, bo ona wydaję się, że wszystkich nas oszukała, by pozyskać to, co osiągnąć zamierzała. Nie myśląc już dalej, poszedłem przed siebie.

* Oczami Ashley *

- Ha, ha, ha, ha ha. - cieszyłam się jak głupia. - Mam już wszystko czego mi trzeba. Mój plan już wkrótce wejdzie w decydując fazę, a ja na zawsze pogrożę tę frajerkę, która odebrała mi rolę na zabłyśnięcie w tej szkole. - wypowiedziałam złowieszczo następujące sowa.
- A powiesz nam jak ma wyglądać twój plan? - spytała się Van.
- Oh. - oschle wymamrotałam. - Czy ja za każdym razem muszę wam tłumaczyć to samo?
- Nic nam jeszcze nie mówiłaś, na razie tylko sama ze sobą rozmawiasz, a my, pamiętaj, nie będziemy czekać, aż jaśnie pani wyda swój sekret. - zauważyła Chelsea.
- No dobra i tak musimy już przejść do działania, a więc uwaga. - przerwałam, by wziąć głęboki oddech, po czym powiedziałam. - Ross to najpopularniejszy chłopak w szkole. W tej chwili jest w rozsypce, bo tamta głupia odrzuciła jego zaloty, zresztą widzieliście przed chwilą. Naszym zadaniem jest go pozyskać, później namieszamy mu w głowie, czyli każemy resztę jego paczki odciągnąć od Laury, by na nią się obrazili. W ten sposób uzyskamy czyste pole do jej zniszczenia, a ta zapłakana nie będzie miała wsparcia ani pocieszenia, co doprowadzi ją do całkowitego zniszczenia.
- Podoba mi się to, ale żeby w pełni zadziałało trzeba będzie wielu przygotowań, by wszystko zostało ukończone na czas. - powiedział Zack.
- Ja go przeciągnę, a wy zajmijcie się tym, co trzeba zrobić, by ją pogrążyć w rozsypce. Zrozumiano?
- Tak. - odpowiedzieli chórem.
- Do roboty. Rozejść się. - oznajmiłam i pobiegłam w stronę, w którą poszedł Ross.

* Oczami Laury *

Długo myślałam nad tym co Ross mi powiedział. Mnie to zabolało, ale jego chyba bardziej. Przykro mi było z tego powody, ale nik nie mówił, że prawda nie boli. Po za tym trochę krytyki chyba mu nie zaszkodzi. Chwilę tak jeszcze stojąc patrzyłam się w miejsce, gdzie przed chwilą stał blondyn, aż coś w końcu do mnie dotarło, że Ross cały czas coś do mnie czuł, a ja zamiat odwzajemnić to uczucie, po prostu stchórzyłam i zniszczyłam całą naszą przyjaźń. Źle mi z tym i niestety, ale muszę się kogoś w tej sprawie poradzić.
- Laura, gdzie jest Ross? - spytała Raini, ale widząc mój wzrok sama odpowiedziała sobie na to pytanie.
- Nie zadowolił się z wyniku naszej rozmowy. Wybaczcie, ale chyba pójdę do domu. - powiedziałam i odeszłam smutnie krocząc w stronę miejsca zamieszkania.
- Musimy coś zrobić. - stwierdziła Bella.
- Tylko co? Ta dwójka jest tak niezdecydowana, że już nie mogę. Oboje chcą być razem, ale jak przychodzi co do czego, to albo jedno, albo drugie się sprzeciwia i na tym zazwyczaj się kończy. - oznajmiła Zendaya.
- Tak, ale jeśli teraz nie zareagujemy, to oni chyba na zawsze się na siebie obrażą.
- Dowiedzmy się najpierw o co poszło. Dopiero później zaczniemy działać. - powiedziała Debby.
- Zróbmy tak. Niech przeciwna płeć zadziała na przeciwną. Dziewczyny pójdą do Rossa, a chłopaki do Laury, co wy na to? - spytała Raini.
- Jestem za.
- Ja tez.
- To może się udać.
- Ciekawy pomysł.
- Wchodzę w to. - mówili po kolei.
- A więc uzgodnione. Pamiętajcie, przyjaźń najważniejsza. - skończyła Raini. Po chwili wszyscy byli już w drodze do wybranych osób.

* Oczami Rossa *

Szedłem sobie ścieżką dla pieszych, gdy nagle zza rogu wybiegła, hmm, Ashley? Ciekawe co ona tu robiła, w dodatku sama.
- Hej Ross. - powiedziała z tym swoim sztucznym uśmieszkiem na ustach
- Czego chcesz? - chamsko odparłem.
- A co, to ju nawet cześć nie można sobie powiedzieć? - spytała zdziwiona.
- Nie, nie można. Ponaglam pytanie, czego chcesz? - ponownie spytałem.
- Nic, ale co ty taki smutny jesteś? Zazwyczaj wesoły, miły chłopak, a tu taki oschły i markotny. Czy coś się stało?
- Nie twój interes.
- Ross, mnie możesz zaufać. - na te słowa parsknąłem głębokim śmiechem.
- Ty i zaufanie. Ha. Na pewno się dobrze czujesz? Może idź do lekarza, bo boję się ciebie. - odpowiedziałem żartobliwie.
- No ale o co ci chodzi, ja chciałam ci tylko pomóc, bo wyglądałeś na smutnego, ale jeśli tego nie chcesz, to do widzenia. - powiedziała i już zamierzała odchodzić, gdy nagle chwyciłem ją za rękę.
- Przepraszam, ale przed chwilą miała miejsce dla mnie na prawdę smutna sytuacja, z która nie mogę się pogodzić. - słysząc te słowa stanęła i mnie przytuliła.
- Rozumiem, wiele razy miałam przykre i smutne wydarzenia, ale nie dałam się pogrążyć i zawsze stawałam na nogi, podnosiłam się po przegranej. No opowiedz, co się stało?
- No dobra, skoro jesteś jedyną osobą, która może mnie teraz wysłuchać, to chyba skorzystam z twojej propozycji, a więc. - w tej chwili zacząłem opowiadać. - Trochę mi ulżyło, że w końcu to komuś powiedziałem, więc dzięki.
- Nie ma za co. Wiesz, ja wiem że miedzy nami było jak było, ale to nie znaczy, że już zawsze musimy być wrogami. Jeśli chcesz to pomogę ci zapomnieć o Laurze na tyle, byś ponownie spoglądając jej w oczy, nic nie poczuł, zupełnie nic. Co ty na to? - spytała z nadzieją w głosie.
- Przyjmę twoją ofertę. - odpowiedziałem po krótkiej chwili. Fakt faktem, ale blondynka pierwszy raz była miła. Chyba warto jej zaufać, w końcu mogę wyjść z doła, a to duży sukces. - Tylko co chcesz w zamiar. Z doświadczenia wiem, że bezinteresowność to nie jest twoja cecha.
- Tu się z tobą zgodzę. - zaśmialiśmy się. - Za całą okazałą pomoc, chcę tylko jedno - przyjaźń, nic więcej.
- Ok. - oznajmiłem i przytuliłem blondynkę.
- No dobra. Jutro powiem ci co zrobimy, a na razie idź sobie to spokojnie przemyśl i odpocznij, bo przed nami na prawdę dużo roboty. Nara. - powiedziała na zakończenie naszej rozmowy i odeszła z uśmiechem na ustach. Chwilę się tak jeszcze na nią patrząc, odetchnąłem z ulgą i poszedłem w swoją stronę.

* Oczami Ashley *

A nie mówiłam, że jestem perfekcyjną aktorką i nikt nie jest się w stanie ze mną równać. Zawsze wiedziałam, że jestem najlepsza i nic, ale to absolutnie nic tego nie zmieni. Najbardziej pasjonujące jest jednak to, że nie zniszczę tylko Laury, ale też całą tę paczkę. Rossa wykorzystam i może jak nam wyjdzie, zatrzymam przy sobie. Na razie wracam do domu, bo muszę się trochę ogarnąć i przygotować na jutrzejszy dzień.

* Oczami Raini *

Nie mogłam uwierzyć w to, co przed chwilą miało tutaj miejsce.
- To niemożliwe, żeby Ross rozmawiał normalnie z tą jędzą. - mówiła chcąc przeczyć Bella, jednak z prawdą nie można było walczyć.
- Sama słyszałaś. - powiedziała Debby.
- Najgorsze jest to, że nie wiemy o czym rozmawiali. Informacje dały nam tylko tyle do myślenia, że ona coś knuje. - zauważyła Zendaya.
- No dobra, ale jak on mógł w ogóle spojrzeć tej zdzirze w oczy. Nie pamięta, co ona kiedyś tu wyczyniała. To był istny horror, a teraz jakby nigdy nic, otwarcie z nią rozmawiał. - oznajmiła Bella.
- Boję się tylko, że Ross się jej wygada. Pamiętajcie, że jak go coś dręczy lub boli, to nie kryje tego w sobie, tylko rzuca na światło. - oznajmiłam.
- Myślicie, że to co planują jest wobec Laury? - spytała Zendaya.
- Ja myślę, że ona wykorzysta tylko Rossa po to, by na nas się zemścić i pogrążyć Laurę, by już ostatecznie wygrać tę wojnę. - odpowiedziała Bella.
- Tak czy siak miejmy się teraz na baczności i uważnie obserwujmy przebieg dalszych wydarzeń. - powiedziałam trochę zdenerwowana.
- Oby to nie było nic poważnego. Ona jest zdolna do wszystkiego. - powiedziała Debby.
- Idziemy za Rossem, czy wracamy? - spytała Zendaya.
- Wracamy. - odpowiedziała Bella. - nie ma co z nim teraz rozmawiać, bo nie sądzę, by nam w jakikolwiek sposób teraz to pomogło.
- Lećmy do chłopaków i ani słowa Laurze, póki nie ustalimy co dalej w tej sprawie począć. - oznajmiłam zwieńczając tym faktem rozmowę.
- Dobra. - zgodnie odpowiedziały. Po chwili ruszyłyśmy do domu Laury, by tam spotkać się z wyznaczonymi osobami.

* Oczami Laury *

Już prawie miałam dotknąć dłonią klamki, gdy nagle ujrzałam chłopaków. Ciekawe, po co oni za mną poszli?
- Hej wam. Czy coś się stało? - spytałam troszeczkę zaniepokojona.
- Nie, nic się nie stało. chcemy tylko porozmawiać. - powiedział Joe.
- Ok, a na jaki temat?
- Już ty dobrze wiesz na jaki. - oznajmił Robert.
- Chłopaki, nie chcę o tym rozmawiać, jasne.
- Takiej odpowiedzi nie przyjmujemy do wiadomości. - stwierdził śmiejąc się Roshon.
- No dobra. Co chcecie wiedzieć? - dodałam po krótkiej chwili.
- Wszystko, szczegół po szczególe. - i tak zasiadając na ławeczce, która była w moim ogrodzie, zaczęłam mówić o tym, co kilka minut przedtem miało miejsce.
- Zrozumcie, ja nie chciałam go urazić. Samo tak wyszło. - powiedziałam z wyrzutami sumienia. - Nie sądziłam, że kogoś takiego jak on, tak bardzo to poruszy.
- Ross, to Ross. Wiele tajemnic jeszcze przed nami ukrywa. Nam też wiele razy sprawił wiele zawodów, ale się do tego przyzwyczailiśmy, bo zawsze w jakiś sposób próbował to naprawić. Może i mu nie wychodziło, ale tym że chciał to naprawić zyskał nasze przebaczenie. - oznajmił Calum.
- Co masz na myśli? - spytałam.
- Chyba to, że jeśli nie będziesz nalegać, ale prosto i szczerze załagodzisz to, on zrozumie i już na pewno nie będzie się gniewał. - wytłumaczył Joe.
- Wow? Dzięki za wsparcie i pomoc. To miłe z waszej strony.
- Daj spokój. Jesteśmy drużyną, więc wspieramy się w trudnych chwilach. Po za tym sądzę, że ty tak samo byś nam pomogła w trudnej chwili. - uśmiechnął się do mnie Robert. Nastała cisza.
- Wiecie, nie spodziewałam się, że to akurat wy za mną przyjdziecie. Pewna byłam, że dziewczyny tu się zjawią, a jednak myliłam się i muszę przyznać, że to bardzo dobry pomysł, by przeciwna płeć zadziałała na przeciwną.
- To pomysł Raini. Czasami jak chce, to coś sensownego wymyśli. - zaśmiał się Calum.
- No to my się zbieramy, a ty wypoczywaj. Jutro w szkole czekamy na uśmiechniętą i pełną optymizmu przyjaciółkę. Zgoda? - spytał Roshon.
- Zgoda. Jeszcze raz dzięki. - powiedziałam kończąc rozmowę i po kolei każdego z nich mocno przytuliłam. - Cieszę się, że was mam. Na prawdę. Dzięki wam rozumiem, że przyjaźń jest najważniejsza i do końca życia, zawsze będzie się liczyć.

***
Dzisiaj rozdział o tej wspaniałej przyjaźni, bez której nasze życie prawdopodobnie straciło by sens. Tylko ona się w tym rozdziale liczyła. Zacieśniała swoje więzi i robiła się silniejsza.

A teraz pytanie:
Mylicie, że wspólnymi siłami nasi bohaterowie sprostają wszelkim przeciwnością losu i razem zwalczą zło dobrem?

To taka teza na dzisiejszy dzień, a ja życzę wam, by wasi najbliżsi przyjaciele byli tymi prawdziwymi i nigdy was nie opuścili.

To tyle ode mnie.
Czekam na wasze opinie i komentarze. Kolejny rozdział już niebawem.

Na koniec piosenka: (z Kubusia Puchatka - Bardzo wzruszająca, prosta, a zarazem piękna)


~~ Crystal ~~

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

17. Czy to ma sens, czy to między nami przetrwa? Czy warto zaryzykować?

   Biegłam bez opamiętania, przed siebie po prostu. Nie interesowało mnie to, czy kogoś szturchałam albo dosłownie na niego wpadałam. To nie miało znaczenia, liczyło się tylko to, by jak najszybciej opuścić yo miejsce.
   Tracąc już siłę i trudniej wdychając powietrze zatrzymałam się niedaleko szkoły. Załamana osunęłam się na ziemię i myślałam co ja teraz pocznę?

*Oczami Rossa*

   Chwila oszołomienia na pewno była, ale zdziwienie przeważało wszystko. No bo jak wytłumaczyć fakt, iż z zarośli nagle wyskakuje Laura i z całej z siły policzkuje mi twarz.
- Ross w porządku. - pytał Riker pomagając mi wstać. - To była Laura?
- Niestety tak. Musiała usłyszeć naszą rozmowę, której zapewne dobrze nie odebrała.
- No co ty? - powiedział z ironią.
- Widziałeś gdzie pobiegła?
- Nie, ale radzę ci, coś z tym zrób.
- Ale to nie było zamierzone. Po za tym dziewczyny słyszą tylko jedno, nawet do słowa dojść nie dadzą i co ja teraz mam zrobić, he?
- Po pierwsze to ja pytałem ciebie w sprawach sercowych, a nie ty mnie, więc takie pytania możesz sobie oszczędzić, a po drugie nie stój tak tutaj "jak słup soli", tylko się rusz i to odkręć, szybko, dobrze ci radzę.
- Tobie to łatwo mówić.
- Ale co chciałeś powiedzieć wcześniej, możesz teraz dokończyć.
- Nie chodziło mi o to, że wykorzystuję dziewczyny i się nimi bawię. To było kiedyś, dawno temu. Tobie tylko chciałem uświadomić ten fakt, byś nie popełni tak głupich błędów jak ja, dlatego to wymieniłem jako pierwsze. A teraz zastanawiałem się, czy budować związek, czy jednak odpuścić i nie ranić drugiej osoby, a tu proszę podsłuchiwanie i wyrzuty, przecież Laura mi tego nie da wyjaśnić, a co gorsza nasza przyjaźń na tym ucierpi. Ale ja jestem głupi! - skończyłem i znowu stałem w zamyśleniu, by czekać na pocieszające słowa ze strony brata.
- Przyznaję jesteś głupkiem. - spojrzałem na niego z politowaniem. - Ale dobry z ciebie facet i myślę, że Laura to porządna dziewczyna i urazy nie będzie chować długo. Przeproś ją i wyjaśnij o co tak naprawdę ci chodziło.
- Dzięki brat, umiesz mnie pocieszyć.
- No umiem, ale potrafię także ci przypomnieć o imprezie, która była w zeszły piątek, na której pan szanowny władca balował z kilkoma dziewczynami w ogóle nie licząc się z ich uczuciami. Niech no pomyśle, wykorzystałeś je?
- Miałeś mnie pocieszyć, a nie zdołować.
- Ross, powiem ci to ja, bo od Rydel usłyszysz to samo, tylko w bardziej konsekwentnej wypowiedzi, gdzie nie będzie czasu na siostrzaną miłość. Skończ wreszcie z balangami albo przynajmniej ustatkuj się i nie bądź chciwy, bo to ci w niczym nie pomoże. Szanuj innych i znajdź tą jedyną lub prowadź normalne życie nastolatka bez wybryków i ekscesów. - nastała przerwa ciszy. - To tyle. Muszę lecieć. Tobie też to radzę, bo za chwilę lekcje.
- Wątpię, że Laura tam będzie. - powiedziałem ze smutkiem w oczach.
- Daj jej czas i odbuduj to, czego jeszcze między wami nie ma.
- Dzięki, to lecę. - pożegnałem się z nim i pognałem w stronę szkoły na pierwszą lekcję z planem w głowie jak odzyskać zaufanie Laury.

*Oczami Laury*

   Przecierając oczy i dochodząc do siebie wstałam i otrzepałam się z brudu, którego w tym miejscu było bardzo dużo. Zrozumiałam swój wybryk za głupi, bo niesprawiedliwie potraktowałam blondyna, ale należało mu się. Niech wie, że nie może ze mną pogrywać. Myślałam, że między nami może coś zaistnieć, ale myliłam się, chyba nic nigdy nie powstanie. Powinnam zachować się dobrze i być normalna w stosunkach z nim, ale nic więcej i tyle.
   Nie miałam ochoty na powrót do szkoły, więc postanowiłam, że dzisiaj sobie odpuszczę. Nie chcę na razie wpaść na Rossa i na tym pozostańmy. Spojrzałam na mój wisiorek. Tyle mi przypominał, ale to już przeszłość. Historia z nim związana owszem jest trochę ciekawa, ale to nie powód by ją teraz opowiadać. Zmęczona i obolała wróciłam do domu wysyłając cynk Raini, gdzie teraz jestem.

*Oczami Rossa*

   Lekcje powoli dobiegały końca. Laury nigdzie nie było, nigdzie. Szukałem jej, a nawet wypatrywałem spośród tłumu, ale na marne, bo jej tutaj nie ma. Z ponurą miną podszedłem do zbierających się do wyjścia przyjaciół.
- Ross widziałeś gdzieś Laurę? - zapytał Joe. - Nigdzie jej nie ma, a przecież rano jeszcze tu była.
- Co masz tak smutną minę, stało się coś, czy jak?. - ponaglała Bella. Zastanawiałem się czy odpowiedzieć, czy nie. Moje myśli przerwała jednak nadbiegająca Raini.
- Hej ludzie, dostałam esa od Laury. U niej dobrze. Źle się poczuła i wróciła do domu. Jutro już przyjdzie. Tak napisała. - skończyła ledwie łapiąc oddech moja czarnowłosa przyjaciółka.
- Ciekawe jak się czuje. - powiedział Joe.
- A co ty się tak rozczulasz? - zapytała zazdrośnie Zen.
- Martwię się, tyle. - odpowiedział sarkastycznie na jej wypowiedź.
- No przecież żartuję. Ale muszę ci przyznać rację. Dobrze by było sprawdzić, co się u niej dzieję. Chodźcie, odwiedzimy ją. - grupa kiwnęła twierdząco, po czym ruszyła. A ja? Stałem w miejscu, bo bałem się konfrontacji z szatynką, zwłaszcza, że będzie obecna tak duża liczba osób.
- Ross, a ty nie idziesz. - zatrzymała się Bella, widząc moją niechęć do tych odwiedzin.
- Coś się stało, pokłóciliście się? - zapytała podejrzliwie Raini.
- Nie. - odpowiedziałem przedłużając słowo.
- Mów. Ross nie ukrywaj nic przed nami, w końcu jesteśmy przyjaciółmi i lepiej byśmy my, jeżeli coś między tobą, a Laurą zaszło, dowiedzieli się pierwsi. - mówił Joe.
- Pamiętaj, nie buduj przyjaźni na kłamstwie. - dodał Robert.
- Ale naprawdę nic między nami nie zaszło.- próbowałem się wymigać z tej całej sytuacji.
- A to ciekawe? Bo jak pamiętam Laura pobiegła w stronę, z które ty zazwyczaj przechodzisz. wspominała coś o naszyjniku, który mógł jej wypaść niedaleko twojego domu. - zauważyła Bella. - Więc dalej utrzymujesz tezę, że jest ok? - zapytała robiąc tzw. "brewki".
- No dobra. Macie mnie. Przyznaję bez bicia, ale na początek proszę o wyrozumiałość.
- Ross, takie wybryki jakie już nam dałeś chyba nie będą gorsze. Jesteś czasami chamski i arogancki, ale sądzę, że dziewczyn nie krzywdzisz, przynajmniej takich bliskich. - powiedziała Raini. Miała rację, to co kiedyś wyczyniałem, to były czasy, a teraz może znormalniałem, może? Wyśpiewałem im wszystko. Na szczęście odebrali to w dość dobry sposób.
- Czego nic nie mówiliście o waszym pierwszym pocałunku! - mówiło rozentuzjazmowana Bella. - Kocham miłość, to takie pewne. - i odleciała, już jej nie było.
- Dobra, Belli już nie ma. - zauważył Robert i się zaśmiał z podziwu dla takich emocji.
- Może nie róbmy z tego takiej sensacji. Stało się i tyle, ale ty Ross musisz to odkręcić. - powiedział Joe.
- Dobra chodźmy. Ja osobiście cię wspieram, ale i tak stanę po stronie Laury, jak by co. - mruknęła Raini i odeszła widząc mój porażający wzrok na swym ciele, na bok. Szliśmy niecałe kilka minut, aż w końcu dotarliśmy pod dom państwa Marano.
- Wy tu zostańcie, najlepiej idźcie i czekajcie na nas w parku, a ja i Laura za chwilę się tam pojawimy. - powiedziała Raini.
- Oby się udało.- dodałem jej otuchy i oddaliłem się z odchodzącą grupą.

*Oczami Laury*

   Siedziałam w pokoju i przeglądałam czasopisma, gdy nagle usłyszałam dzwonek do drzwi.
- To na pewno ktoś z naszej paczki, tylko kto? Oby nie Ross.- pomyślałam sobie w myślach. Zeszłam na dół i otworzyłam drzwi. Stała za nimi moja czarnowłosa przyjaciółka.
- Hej Lau. - rzuciła na poczekaniu i mocno mnie przytuliła.
- A czemu zawdzięczam te odwiedziny? - spytałam odklejając się od przyjaciółki.
- Zmartwił mnie fakt, iż nie pojawiłaś się ponownie w szkole. Odpuściłaś sobie dzisiaj lekcje, to wiem, ale próby do spektaklu, zapomniałaś o tym. Panna Stacy cały dzień się pytała gdzie ty jesteś, więc musisz mi podziękować za to, że udało mi się ją tak oma motać, by dala sobie dzisiaj spokój z próbą. Serio, nawet planowało dzwonić do domy.
- Naprawdę tak bardzo przejmuję się mną? - spytałam.
- No pewnie, tak samo jak my. Nie uważasz za dziwne, że pojawisz si szkole, a później znikasz i cię nie ma. - zauważyła czekając na odpowiedź, której nie usłyszała.
- Dzięki, że mnie kryłaś, ale to, dlaczego mnie nie było zostawię dla siebie.- powiedziałam i mocno ją przytuliłam. - Co? - spytałam. - Czemu się tak na mnie patrzysz?
- Lau, nie buduj przyjaźni na kłamstwie. Widzę, że coś się stało, więc lepiej to z siebie wyduś, bo komu zamierzasz to powiedzieć, jak nie najlepszej przyjaciółce. Zawsze możesz mi zaufać i bez względu na to, co takiego okrutnego się stało, stanę po twojej stronie.
- Dzięki. - jeszcze raz ją przytuliłam. To skarb mieć taką kumpelę, której można powiedzieć każdą rzecz, nawet błahostkę.
   Usiadłyśmy w przedsionku. Zaczęłam nawijać.
- I nawet jeśli tak mnie potraktował zamierzam zachować zimną krew i toczyć dalsze normalne życie. - zakończyłam i czekałam na reakcję koleżanki. Ona tylko współczuła, dorzuciła swoje dwa grosze i zaproponowała pewną ciekawą propozycję.
- Tyle dzisiaj przeszłaś, więc chodźmy na zwykły spacer do parku najlepiej. - końcówkę dodała tak, jakby coś ukrywała. - Porozmawiamy sobie i wspólnie zastanowimy się co dalej robić. Idziemy? - zapytała.
- No pewnie. - wzięłam torebkę i wychodząc zamknęłam drzwi, by po chwili ruszyć pochłonięta rozmową w stronę wyznaczonego miejsca.
   Idąc sobie w dobrym nastroju, naszym oczom ukazał się piękny scenariusz parku, który był piękny, a szczerze pierwszy raz mnie, aż tak zachwycił. Na prawdę. Niestety, miły uśmiech zszedł mi z twarzy, gdy ujrzałam przyjaciół, a dokładniej Rossa. Coś tak czułam, że to może być podstęp, ale nie gniewałam się, bo wiedziałam, że ta chwila i tak w końcu nastąpi.
- Hej! - krzyknęła Raini.
- Hej. - odpowiedzieli chórem.
- Lau, jak to dobrze cię znowu widzieć, dobrze się czujesz? - zapytał Joe.
- Tak. - patrząc na Rossa przedłużyłam to słowo. - W porządku. - odparłam po krótkiej chwili.
- Wiesz to nie ładnie tak znikać, bez żadnego dania o sobie znaku życia, ale i tak ci wybaczamy. - powiedział dosyć nienormalnie Calum. - A teraz prawda, brak kłamstwa. - zdziwiły mnie jego słowa, czyżby Ross się wygadał, czyżby oni coś wiedzieli?
- Laura my wiemy o wszystkim i ty ani Ross nie oddalicie się stąd póki sobie tego nie wyjaśnicie. - stanowczo zakwestionowała Bella.
- No dobra. - powiedziałam nie pewnie i podeszłam do Rossa. Paczka tylko oczami mnie odprowadziła, czekając na dalszy rozbieg sytuacji.
- Możecie dać nam prywatną rozmowę, czyli w cztery oczy, bez świadków. - zapytał Ross.
- Co my? - odpowiadali pomieszani całym zajściem.
- No dobra, odwracamy się. - powiedziała sarkastycznie Bella. Po chwili wszyscy byli ju zajęci sobą.
- Laura ja cię przepraszam. To co zrobiłem by... - nie było mi dane dokończyć, gdyż szatynka zabrała mi głos.
- Ross nie tłumacz się. Ja rozumiem.
- Naprawdę? - spytałem.
- Tak. Moja reakcja była nieprzemyślanym impulsem, nic więcej. Potraktujmy to jak zwyczajną sprzeczkę i tyle. Rozumiem, że lubisz dziewczyny i lubisz, to znaczy lubiłeś. - szybko się poprawiła. - Bawić się dziewczynami i może teraz to się zmieniło, ale ja nie chcę wchodzić w żadny związek z człowiekiem, który nie dorósł na tak poważny krok w życiu.
- Co masz na myśli? - smutno zapytał.
- To że nic między nami chyba nie będzie i proponuję ci tylko przyjaźń, nic więcej. Możesz dalej szukać panny i bawić się do woli, nie martwiąc się zranieniem mnie, bo ja i ty mamy tylko relacje przyjazne ok. Mam nadzieję, że zrozumiesz.
- Ale Lau, ja nie chcę tylko przyjaźni, wolę zaryzykować wszystko, niż wcale nie spróbować, zrozum uczucie jakim cię darzę jest silne i jeszcze z nikim tak nie miałem. Lau, zaryzykujmy, proszę?
- Ross, ale jaką ja mam gwarancję, że ty będziesz się starał ustatkować. Ja nie chcę rozczarowań, chcę tylko, by było normalnie.
- I dlatego nie chcesz spróbować, bo boisz się, że ja nie sprostam wyzwaniu.
- Nie, tylko boję się, że między nami nic nie ma i nic już nie będzie.
- Musimy zaryzykować, chcę, a nawet pragnę tego.
- Ale my się nie zrozumiemy tak samo jak wcześniej. Wszystko się może zawalić, a ja nie chcę burzyć tego, czego jeszcze między nami nie ma.
- I dlatego mamy zostać przyjaciółmi. A ty coś czujesz do mnie, bo ja do ciebie tak.
- Nie wiem. Może i coś czułam, ale to zanik, nic więcej.
- Lau, bądźmy razem, sprostajmy wymaganiom i spróbujmy, proszę.
- Ross, no nie. To nie ma sensu.
- Co nie ma sensu, to co do ciebie czuję, czy to, że się nie zrozumiemy?
- I to i to. Po za tym wiele razy już sprawiano mi przykrość, a jeśli coś zaczniemy i to nie wypali, to włożysz mi nóż w plecy.
- Nie Lau zrozum, ty i ja jesteśmy jak dwie krople wody, podobni i tak samo różni, ale to, że spadniemy i już się nie podniesiemy, nie oznacza, że miłość między nami się skończy, proszę zaryzykujmy.
- Ale ja mam wątpliwości. Ty jesteś typem balangowa, a ja spokojną prostą dziewczyną więc się odpychamy jak magnesy o tym samym biegunie.
- Może i tak, ale na pewno w życiu tak na siebie nie podziałamy, więc proszę ostatni raz, zaryzykujmy wszystko i zostańmy parą?
- Nie. - odparłam trochę ochładzając tę napiętą sytuację. - Nie Ross, za mało wiem o twoim dobrym sercu, by zaryzykować, a za dużo o tym bardziej kochliwym i negatywnym. Moja odpowiedź jest stanowczo i ponaglam pytanie - zostańmy tylko przyjaciółmi.

***

Ale mnie wena naszła pod koniec rozdziału. Zbudowałam fajną, mam nadzieję, kłótnię, w której zapewne powtarzały się dość często te same słowa, ale gdybyście wy w realu znaleźli się w takiej sytuacji, to byście myśleli nad szukaniem antonimów do wcześniej wypowiedzianych słów. Chyba nie?

To tyle z dzisiejszego podsumowania dłuższego rozdziału. jestem pozytywnie zadowolona.
Czekam na wasze opinie i komentarze. Kolejny rozdział niebawem.

~~Crystal~~